Ludzie, do cholery, bądźmy dla siebie mili!

Wszystkie badania naukowców idą nie w tą stronę co trzeba. W momencie gdy grozi automatyzacja pracy, człowiek powinien pracować nad efektywnością i wydajnością, aby zatrzymać swoje stanowisko. Zarządy firm dwoją się i troją, aby wyznaczyć nowe ambitne plany, schematy organizacji i procesy, dochodzenia do nierealnych celów. Wszystko to przy zachowaniu żelaznej dyscypliny. Tymczasem okazuje się, że najlepsi szefowie zespołów to empatyczni ludzie, którzy dbają o dobrą atmosferę i komunikację w grupie (Google Arystoteles). A teraz jeszcze to: życzliwość.

Życzliwość ma znaczenie. Właśnie teraz - nie tylko tu, w Polsce, ale w całym, pogubionym, zachodnim świecie. Wrażenie niesprawiedliwości, brak nadziei czy pewności siebie, to symptomy, nasilające się pod wpływem wydarzeń zewnętrznych – zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Wzrost nierówności społecznych, brak poczucia bezpieczeństwa, zagrożenie miejsc pracy – z powodu automatyzacji, ale też napływu imigrantów czy frustracja z powodu wrażenia, że sprawy idą w złą stronę, nie tylko powodują radykalną chęć zmiany i dawanie posłuchu liderom, którzy znają łatwe rozwiązania skomplikowanych zagadnień.

Nienawiść prowadzi do wymiernego wzrostu przestępczości przeciwko obcym – FBI notuje kilkuprocentowy wzrost wykroczeń wobec muzułmanów. Fala frustracji odbija się też na podejściu do kobiet i przedstawicieli mniejszości. Znieczulica społeczna wobec otwartych przejawów wrogości działa jak „efekt domina”. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że przemoc - nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim werbalna czy psychiczna - rozprzestrzeniania się jak wirus.

Na szczęście naukowcy zauważyli też inną prawidłowość dotyczącą ludzkich zachowań, która może być prawdziwym antidotum na otaczające nas zwątpienie i apatię – dobroć okazywana innym ludziom. Dwoje profesorów, Sigal Barsade i Olivia O’Neill, zauważyli ciekawą anomalię w trzech, wydawałoby się odległych od siebie, środowiskach: strażaków, pracowników domów długotrwałej opieki (ale także pacjentów) oraz firmy komunalnej. W pewnym momencie wszyscy wspomniani wyżej ludzie, bez żadnej wyraźnej przyczyny – brak wzrostu pensji, premii czy warunków zatrudnienia (zależnych od pracodawcy), zaczęli zgłaszać wzrost satysfakcji z wykonywanej pracy. Zmniejszała się absencja, rosło zaangażowanie i odpowiedzialność za pełnione funkcje, malał stres, związany z wykonywanymi czynnościami oraz poziom konfliktów wynoszonych z pracy do domów.

W wyniku badań profesorów Barsade i O’Neill, okazało się, że wyjątkowym zmienny czynnikiem jest „wyrażanie troski i sympatii, wobec współpracowników, chroniąc jednocześnie nawzajem swoje odczucia, szczególnie gdy sprawy idą w złym kierunku”. Co ważne, istotną rolę w procesie przypisuje się menadżerom, którzy „aktywnie powinni zachęcać do tworzenia i wzmacniania bliskich stosunków między zatrudnionymi”. Wirus „życzliwości” nie wymaga kontaktu fizycznego i nie przenosi się drogą kropelkową. Wystarczy odpowiedni wyraz twarzy, gestykulacja, język ciała czy postawa. Jako ludzie jesteśmy zdolni do odbierania sygnałów od innych jednostek. Emocjonalnego dopasowania do dzielenia radości czy współczucia. Empatia pozwala nam na oddawanie otrzymanych impulsów, jak: uśmiech, miłe słowo czy nawet poklepanie po ramieniu.

Dobroć ma znaczenie w miejscu pracy. Jest to może tak samo ważne odkrycie, jak odnalezienie przez Google’a – w ramach projektu Arystoteles - sekretnego spoiwa najlepszych zespołów: empatii i komunikacji uczuć. Życzliwość jest przeciwwagą dla małostkowości, tak często przesiąkającej nie tylko firmowe społeczności. Zła wola czy złośliwość niszczy tkankę grupy i rozbija ją, budując atmosferę wrogości. Nawet jedna osoba, jest w stanie przenieść złe nastroje pomiędzy grupami. Odwrócenie trendu nie jest łatwe i wymaga czasu, ale tak samo wymaga tylko jednej osoby i nieustępliwości. Z biegiem czasu może dojść do zmian organizacyjnych, które obserwowali autorzy badania. Być może tą osobą – od której wszystko się zacznie - będziesz ty?

Lee Kravetz na łamach Quartza widzi szansę na przełamanie wrogości – nie tylko na poziomie organizacji, ale nawet narodowym. Być może jest to zbytnie uproszczenie. Nie wszystkie lęki i obawy są bezpodstawne. Byciem miłym nie ograniczy zagrożenia utraty pracy, ani rosnących nierówności, ale nawet tak traumatyczne przeżycie jak zwolnienie może być złagodzone przez życzliwość najbliższego otoczenia. Zmiana nastawienia jest konieczna. Kravetz ostrzega, że dobre intencje, którym towarzyszą złe emocje nie przezwyciężą nieufności i wrogości, a jedynie je wzmocnią. Zamknięcie się w świecie swoich żelaznych przekonań, uniemożliwi zrozumienie innego człowieka. Zmieniając nasz sposób odbierania uczuć innych ludzi, przełamiemy rutynę traktowania siebie nawzajem.

Życzliwości!
Trwa ładowanie komentarzy...