Grupa naTemat

Prezesi i ich pensje. Kim naprawdę opłaca się być?

123rf/zdjecie seryjne
Bloomberg właśnie uzupełnił prowadzony przesz siebie Światowy Indeks Zarobków Prezesów. Jego wartości są nieco umowne, gdyż do zestawienia wybierane są jedynie uposażenia prezesów największych spółek giełdowych z danych krajów, ale ogólny przekaz pozostaje niezmieniony: jeśli już piastować jakieś stanowisko w korporacji, to najbardziej się opłaca być jej dyrektorem zarządzającym.

Bez dwóch zdań najlepiej jest być prezesem amerykańskim. Średnia zarobków dyrektorów zarządzających spółek z listy S&P500 wynosi blisko 17 milionów. Być może, niektórzy spodziewali się bardziej okazałych liczb, ale warto zwrócić uwagę jak bardzo Stany Zjednoczone deklasują resztę stawki. Następni na liście prezesi ze: Szwajcarii, Wielkiej Brytanii czy Kanady mają pakiety wynagrodzeń niemal o połowę niższe – odpowiednio: 10,6 miliona, 9,6 miliona i 9,3 miliona.

Zestawienie obejmuje również naszych, rodzimych dyrektorów zarządzających ze spółek notowanych w WIGu 20 (tak więc nie jest to byt liczna próba). Polscy prezesi zarabiają średnio 650 tysięcy dolarów, co daje im dopiero 23 miejsce na liście Blommberga, tuż za Malezją, ale - co ciekawe przed Chińczykami – 640 tysięcy dolarów. Studziłbym jednak entuzjazm wynikający z danych, iż jesteśmy potęgą wyprzedzającą Chiny. Po pierwsze należy z dużym krytycyzmem podchodzić do chińskich statystyk. Pod drugie Bloomberg w definicji wynagrodzeń prezesów uwzględnia roczną pensję, premie pieniężne, odroczone wypłaty a także finansowe i poza finansowe benefity, ale w przypadku Chin trudno jest je oszacować w szczegółach, gdyż nie przewidują one zwrotu wynajmu mieszkań czy kosztów reprezentacyjnych.

Dla prezesów, którzy nie zarabiają zbyt wiele i nie mogą się wyróżnić z grona kolegów po fachu, Bloomberg przygotował – na pocieszenie jeszcze jedno zestawienie. Porównuje ono wynagrodzenie dyrektorów zarządzających do szacowanego dochodu narodowego brutto, generowanego na jednego mieszkańca danego kraju. Jest to oczywiście bardzo sztuczna wielkość, gdyż nie odnosi się ona do żadnej realnej wartości, ale daje jednak ogólny obraz oderwania zarobków prezesów od tła.

W rankingu najbardziej odstających od średniej „zarobków” krajowych zdecydowanie prowadzą prezesi z Republiki Południowej Afryki. Ich wynagrodzenia stanowią 540-tokrotność wypracowanego na jednego obywatela PKB, przy wysokości pensji „zaledwie” 7 milionów rocznie. Na drugim miejscu znajdują się dyrektorzy zarządzający z Indii z zarobkami powyżej 3 milionów dolarów, którym płaci się 480 razy lepiej, niż przeciętnemu Indusowi. Dopiero na dalszych miejscach są znajomi już z pierwszej listy prezesi ze Stanów Zjednoczonych (300tukrotność), Wielkiej Brytanii (228-tokrotnośc) oraz Kanady (203-krotność).

Jeśli jesteście ciekawi, to Polska znajduje się na 24 miejscu – tym razem za Chinami. Naszych dwudziestu prezesów zarabia średnio blisko 24 razy więcej, niż generowany na głowę mieszkańca PKB.

Zasadniczo zaglądanie w portfele najbogatszych prezesów, to zajęcie samo w sobie mało stymulujące. Zwykły zjadacz chleba nie potrafi ogarnąć wielkości wynagrodzeń idących w miliony. Być może – mimo, że wartości są uśrednione – są one jakąś miarą do porównywania się dyrektorów zarządzających podczas międzynarodowych konferencji czy spotkań typu szczyt w Davos.

Z pewnością koszt utrzymania prezesa jest to też ważną informacja dla właścicieli, szczególnie gdy – tak jak w przypadku amerykańskim – rośnie w kosmos, bez równoznacznego wzrostu wartości spółki. Czasami bycie na szczycie przykuwa zbyt dużą uwagę i może być zgubne. Temat nierówności zarobków jest żywo dyskutowany jak świat długi i szeroki. W odpowiedzi na niezadowolenie społeczne, niektóre rządy podejmują próby regulacji najwyższych zarobków, tak jak Unia Europejska, która od 2013 roku wiąże zarobki szefów banków z ich wynikami. Innym sposobem na rażące dysproporcje jest zmuszanie spółek do publicznego ogłaszania wielokrotności płacy prezesa w stosunku do przeciętnego pracownika.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj